Aktualności

Ewa Wiejcka

12 stycznia 2013

7 lat temu przywiozłam swojego pierwszego syna do szkoły STO w Żyrardowie oddalonej o ok. 25 km od naszego miejsca zamieszkania.
Pragnę podkreślić, iż nie chodziło mi o sprawność  dydaktyczną instytucji („wydajną fabrykę”), wręcz odwrotnie, chodziło o poza dydaktyczne funkcje szkoły. Szukałam miejsca, które wprowadzi dziecko w świat nie przez chłodne podawanie obiektywnych informacji o rzeczywistości, ale które  pozwoli mu rozeznać się w wartościach związanych z jej  elementami. Wszak młodego człowieka pociągają nie słowa,  a czyny, przykłady, postawy i klimat. W szkole STO znalazłam standardy, które można aktywnie wypracowywać. Mam na myśli, naszą wzajemną interakcję: Dzieci, Rodziców i Nauczycieli, którzy w tej szkole są zawsze otwarci, serdeczni i zachęcający do współpracy. To pozwoliło mi rozwiązywać problemy, jeśli takie się pojawiały i minimalizować trudności (np. dyslektyczne, bo wspólne „naradzenie się” skutkowało efektywniejszą pomocą, umożliwiało aktualizację informacji o zmianach i sposobach postępowania). Przypatrując się wielokrotnie rozmaitym świętom obchodzonym w szkole (tradycyjnym i tym bardzo nowoczesnym), obserwowałam satysfakcję synów (młodszy z synów w klasie IV) z przynależności do społeczności szkolnej. W szkole STO każde dziecko od „0” czynnie występuje na scenie szkolnej. Uważam, że to miało wyraźny wpływ na poczucie kontroli społecznej u moich dzieci, a przez to na ich samoocenę i motywację zadaniową. Duże znaczenie ma też fakt, iż role dzieci, rodziców i nauczycieli bardzo się uelastyczniają w osiąganiu zamierzonych celów. Czasami bywają oni partnerami, twórcami, a niekiedy pomocnikami, przy najczęściej zyskujących renomę w środowisku lokalnym tworzonych i realizowanych projektach.
Teraz w klasie szóstej mam syna myślącego niezależnie, otwartego i dociekliwego, elastycznego, z wyobraźnią i inicjatywą. Jestem przekonana, że to autentyczna praca całej społeczności szkolnej dała tak praktyczne i widocznie potwierdzone rezultaty.